20.03.2011

9.













Majorka 2010.

Widoki z lotu na Majorkę. Uwielbiam siedzieć przy oknie i oglądać świat zza okna. To jest takie ekscytujące. Z jednej strony nie lubię latać samolotem, bo zawsze mam złe myśli, ale z drugiej strony uwielbiam latać. Kiedy wchodzę na pokład samolotu, widzę uśmiechnięte twarze stewardes, szukam miejsca, siadam i od razu zapinam szybko pasy. Nie odpinam ich przez cały lot samolotem. Modlę się, patrzę na moje święte bransoletki i samolot powoli rusza. Całuję Zuzię, mamę i tatę, który siedzi w rzędzie obok od razu przy przejściu. Następnie z Zuzią siedzącą obok mnie i z mamą siedzącą obok Zuzi trzymamy się mocno za ręce. Samolot kołuje i kołuje. Skręca na główny pas startowy. Pilot włącza wszystkie silniki i nagle jest mocne przyśpieszenie. Trzymam mocno jedną rękę podpórkę fotela, a drugą ściskam ręce Zuzi i mamy. Nogi mam zgięte pod kątem prostym i wciskam je mocno w podłogę samolotu. Jedziemy coraz szybciej i szybciej. Moje serce bije mocniej i zaraz wyskoczy. Unosimy się, a mój żołądek podskakuje w górę. Widzę już małe domki, małe samochodziki. Patrzę cały czas przez okno. Czuję się podniecona tym, że lecę, a ktoś może z ziemi patrzy na ten samolot, którym lecę. Kiedy samolot nie leci po ukosie, a poziomo i włącza się lampka, że można odpiąć pasy, to z Zuzią i mamusią puszczamy się i dajemy sobie buziaki. Zawsze wtedy wyciągam krzyżówki, gazety albo robię zdjęcia. To jest niesamowite, że taka wielka i ciężka maszyna jak samolot lata wysoko na niebie. Szybko mija czas na pokładzie. Może puszczą jakiś film, może stewardesy dadzą coś do picia czy jedzenia. Jest super. Mam szósty zmysł, bo kiedy nawet jeszcze nie wiadomo, że lądujemy, to ja już wiem! Zaczynają mnie boleć uszy i w środku mi tak dziwnie pstryka, purta i pęka. Niestety nie pomagają mi żelki, gumy do żucia ani przełykanie śliny i otwieranie jak szeroko buzi. Kiedy schodzimy w trakcie lądowanie, to czuję jakbyśmy spadali. Takie dziwne uczucie. Lądujemy i lądujemy. Samolot skręca w lewo, samolot skręca w prawo. Nie lubię lądować. Nagle wylatujemy przez chmury i widać śliczne miasto. Małe domki zamieniają się w domy, a małe samochodziki w samochody. Teraz nie trzymamy się. Ja opieram ręce na podpórkach fotelu i czekam cierpliwie, aby zobaczyć już lotnisko. Zniżamy się niżej i niżej. Nagle samolot wyciąga podwozie. Zawsze wystraszę się tego dźwięku. Wiem, że jesteśmy już nad pasem do lądowania, ponieważ widzę białe pasy i szarą płytę lotniskową. Samolot leciutko dotyka kołami ziemię i osiada na niej jadąc tak szybko, jak tylko się da. Moje nogi robią się takie miękkie, jak z waty. Samolot staje. Jestem szczęśliwa, że jestem w innym miejscu niż Poznań, gdzie jest cieplutko. Wiem, że to będą dni nicnierobienia i obżerania się na całego. Jest bosko. Dziękuję Bogu, że jestem już na ziemi z moją najukochańszą Zuzią, najukochańszą mamusią i najukochańszym tatusiem. Następnie odpinam pasy. Nie wstaję jeszcze z fotela. Mam na kolanach torby. Ludzie czekają cierpliwie, aby wyjść z samolotu. Kiedy jest moja kolej, to odpinam pasy. Pierścionkiem, którego nigdy nie zdejmuję jeżdżę po fotelu, na którym siedziałam. Biorę torby na ramię i wychodzę korytarzem za rodziną. Żegnam się ze stewardesami i wychodzę na schodki samolotu. Czuję ten inny śliczny zapach nowego miejsca. Wiatr wieje, a słońce świeci, jest niesamowicie. Pomimo tego, ze nic nie słyszę do końca dnia, to jest bosko. Byłam już w takich miejscach jak: Egipt (Sharm El Sheikh), Turcja, Egipt (Hurghada), Londyn, Tunezja, Rodos, Teneryfa, Majorka, Egipt (Makadi Bay) i Kos. Za każdym razem jest przepięknie, cudownie i bosko i za każdym razem czuję się wspaniale i jak w raju z moimi najbliższymi osobami.

Tamara

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz